– Na pewno nie jest tak łatwo jak kilka lat temu. Kiedy jeszcze ani internet, ani programy takie jak nasz nie były popularne, trudniej było sprawdzić, czy autor pracy magisterskiej albo rozprawy doktorskiej przypadkiem nie za bardzo inspirował się cudzymi publikacjami – mówi dr Sebastian Kawczyński, twórca serwisu Plagiat.pl. Z drugiej strony dziś jest dużo większy dostęp do wszelkich źródeł informacji i inspiracji. W efekcie problem plagiatów w środowisku naukowym wciąż istnieje. – Na szczęście same uczelnie wyższe dochodzą do wniosku, że w interesie jakości nauczania jest ściślejszy nadzór nad pracami naukowymi – dodaje dr Kawczyński.

I rzeczywiście, coraz więcej uczelni współpracuje z Plagiatem.pl, ale także wdraża własne systemy nadzoru publikacji naukowych. W ubiegłym roku dzięki temu pod kątem łamania prawa autorskich sprawdzono 70 tys. prac magisterskich. Choć liczba ta z roku na rok rośnie, to jednak i tak jest to wciąż tylko drobna część całego rynku – w 2011 r. studia skończyło ok. 440 tys. osób. – Mimo że przez antyplagiatowe sito nie przechodzą wszystkie prace, to i tak w środowisku naukowym jest dużo większa świadomość problemu – zapewnia dr Kawczyński.

W jego ocenie to także efekt głośnych afer związanych z plagiatami. W Polsce takim echem odbiła się sprawa poznańskiej prof. Grażyny B. Trzy lata temu skopiowała ona w swojej książce 41 stron pracy magisterskiej, której była promotorem na Uniwersytecie Medycznym. Naukowiec została jednak ukarana dość łagodnie – grzywną w wysokości 4 tys. zł. Na świecie afery plagiatowe kończą się dużo gorzej. Węgierski prezydent Pal Schmitt w związku z oskarżeniem o plagiat swojej pracy doktorskiej sprzed 20 lat dwa miesiące temu musiał ustąpić ze stanowiska.