Pomimo spowolnienia gospodarczego przedsiębiorcy nadal mają problem ze znalezieniem odpowiednich kandydatów na kluczowe dla ich działalności stanowiska. Ten niedobór odczuwa średnio 34 proc. pracodawców na świecie, a w Polsce aż 37 proc. To plasuje nas na 17. pozycji spośród 41 państw uwzględnionych w badaniu ManpowerGroup.

Dzięki stagnacji sytuacja na naszym rynku nieco się poprawiła. Jeszcze w 2008 i 2009 r. aż połowa pracodawców miała problem ze znalezieniem odpowiednich ludzi. Ale przez pięć lat na jedno firmy narzekają niezmiennie: brak inżynierów wszelkiej specjalizacji. Trudno jest o inżynierów mechaników, inżynierów elektryków, inżynierów lądowych. A kryzys jeszcze pogłębił ich brak. – Mimo promocji kierunków technicznych i zachęty ze strony państwa liczba absolwentów uczelni technicznych wciąż nie zaspokaja potrzeb na krajowych rynkach pracy. Tymczasem technologizacja kolejnych dziedzin naszego życia generuje ogromne zapotrzebowanie na wiedzę inżynierską – mówi Paweł Lisowski, ekspert Experis Engineering, firmy specjalizującej się w rekrutacji.

Brak kadry inżynierskiej to problem nie tylko polskich pracodawców. Ale tylko oni postawili go na pierwszym miejscu. W Europie i na świecie firmy w pierwszej kolejności mają problem z wykwalifikowanymi pracownikami fizycznymi. Z inżynierami dopiero na drugim. Dokładnie odwrotnie niż u nas.

Na kolejnych miejscach wśród specjalistów poszukiwanych przez polskich pracodawców znaleźli się: technicy, kierowcy, przedstawiciele handlowi, pracownicy działów IT, kucharze, menedżerowie projektów, operatorzy maszyn oraz księgowi i finansiści. Eksperci zwracają uwagę, że w porównaniu z sytuacją przed kryzysem bardzo zmienił się sposób naboru pracowników. Na znaczeniu zyskał wybór odpowiedniego pracownika na dane stanowisko, a nie jak kiedyś, jakiegoś pracownika.