Kudrycka została poproszona o skomentowanie słów prof. Jana Hartmana, który w felietonie w tygodniku "Polityka" napisał: Myślących i wykształconych studentów nie ubyło. Tylko że występują w rozproszeniu, ukryci w tłumie wylewającym się z ulicy. Wprawdzie i dawniej bywało, że prości ludzie masowo szli na studia. Ale wtedy kazało im się czytać 50 stron dziennie i robiło ze dwa porządne egzaminy. Dziś tego nie ma. Baranem wchodzisz i baranem wychodzisz. Żadna siła tego nie zmieni, bo student nasz pan.

O wykładowcach Hartman pisał, że stali się "profestytutkami". - Sam byłem profestytutką, ale się nawróciłem. Zamiast robić z siebie idiotę i dorabiać do tego idiotyczną ideologię albo jak ta Rebeka z piosenki czekać na jednego wymarzonego słuchacza, wcielam się w rolę nauczyciela gimnazjalnego.I znowu gra muzyka! - napisał.

Minister nauki wydała się poruszona tą wypowiedzią. - To jest skandaliczna wypowiedź. Nieprawdą jest, że wszyscy maturzyści są aż tak słabo przygotowani do studiów i że tak uczelnie źle kształcą. Nasze kształcenie na kierunkach medycznych ma akredytację amerykańską, czyli jest najlepsze w Europie - stwierdziła. I przekonywała, że sytuacja, kiedy 70 procent maturzystów potem studiuje, nie jest niekorzystna. Bo - jak stwierdziła - żadne studia złego nie nauczą.

O samym Hartmanie, który w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego kierował zespołem ds. dobrych praktyk akademickich, powiedziała, że zrezygnował on z funkcji szefa. Nadal jednak będzie w niej zasiadał. - Sam poprosił mnie o to, aby w sytuacji gdy już się tak bardzo mocno angażuje w działalność partii opozycyjnej, zmienić swój status w zespole i być po prostu aktywnym członkiem - wyjaśniła Kudrycka. 

Studia to zło?

Na argument, że wciąż produkuje się tłumy nowych politologów skazanych na bezrobocie, a na uczelniach na kierunku "dziennikarstwo" kształci się obecnie 20 tysięcy osób, Kudrycka odwołała się do wprowadzonych na uczelniach limitów. - Mamy limity przyjęć na studia medyczne i później mamy bardzo dobrze wykształconych lekarzy. Nie było dotychczas limitów odgórnie określanych na socjologii, dziennikarstwie. Określały to same uczelnie i je rozciągały w nieskończoność. Limity zostały określone już od roku 2012-2013 z tym, że uczelnie mogą wnioskować o ich zwiększenie. Bardzo ciekawe, że im gorsze uczelnie tym częściej wnioskują o zwiększenie limitu - mówiła. 

Podkreślała również zalety obecnego systemu matur, które są jednocześnie przepustką na studia. Jaki ma pomysł na wyłowienie tych najlepszych, najbardziej utalentowanych? Rozmowa kwalifikacyjna. - Proponuję, aby na tych kierunkach, na których naprawdę potrzebni są najwybitniejsi studenci, najlepsi maturzyści w Polsce, na przykład tych (szkół - przyp. red.), które mają status krajowych naukowych ośrodków wiodących, żeby przeprowadzić taką rozmowę kwalifikacyjną, ponieważ wówczas można odkryć prawdziwy talent i pasję. Oczywiście nawet matematyka rozszerzona, fizyka rozszerzona nie odpowiedzą na to, czy ktoś jest naprawdę wybitnie utalentowany, czy po prostu utalentowany - wyjaśniała.