JAKUB KAPISZEWSKI: Jeszcze w 2010 r. Dolnośląska Szkoła Wyższa znajdowała się na 23. miejscu w rankingu Perspektyw, w tegorocznej edycji zajęliście ósme miejsce. Jak to się Państwu udało?

PROF. ROBERT KWAŚNICA: Nasza pozycja w rankingu w 2010 r. była dla mnie niemiłym zaskoczeniem, tym bardziej, że już wtedy byliśmy jedną z czterech uczelni niepublicznych, które miały uprawnienia do nadawania tytułu doktora na dwóch kierunkach i doktora habilitowanego na jednym. Zresztą do dzisiaj pozostajemy jedną z czterech takich szkół, tylko że pozostałe trzy od lat są w czołówce rankingu. Chociaż systematycznie pniemy się w górę, to w moim przekonaniu już od jakiegoś czasu należymy do czołówki.

Tak może powiedzieć rektor każdej szkoły. Co na korzyść wyróżnia DSW na tle innych uczelni niepublicznych?

Przede wszystkim kadra. Chciałbym podkreślić, że nie ma prawdziwej szkoły wyższej bez kadry. Dla znakomitej większości pracowników DSW jest podstawowym miejscem pracy. O ile dobrze pamiętam, to na 280 pracowników na pierwszym etacie zatrudnionych jest 262. Żeby pracownikom uczelni chciało się rozwijać, muszą czuć się u siebie i muszą wiązać z uczelnią swoje losy.

Własna kadra musi sporo kosztować.

Ale to się opłaca. Mamy już doktorów, którzy rozpoczynali u nas studia pierwszego stopnia. Od kadry zależy wszystko, przede wszystkim oryginalne, praktyczne, umiędzynarodowione kierunki studiów. Tylko zaangażowana w swoje miejsce pracy kadra jest w stanie myśleć o tym, jak się wsłuchiwać w głos studenta i reagować na jego oczekiwania.

Co to właściwie znaczy: oryginalne kierunki studiów?

Wszystkie kierunki studiów na DSW są autorskimi projektami, z bardziej unikatowych wymienię chociażby gerontologię społeczną, przygotowującą opiekunów osób starszych, psychologię stosowaną czy sztuki nowoczesne − Design Now. Ale też bardziej „powszechne” kierunki, tj. pedagogika, dziennikarstwo czy bezpieczeństwo narodowe są u nas robione w autorski sposób. Poza tym kładziemy nacisk na praktyczność, więc na wszystkich kierunkach są zajęcia prowadzone przez praktyków. Już projektując kierunek konsultujemy go z zawodowcami. Często trafiają w ten sposób do nas uwagi, na które sami byśmy nie wpadli.

Skąd rekrutujecie Państwo takich praktyków?

Na pedagogice jest to na przykład Wydział Edukacji we Wrocławiu, ale też kuratorium, czy poszczególne szkoły. Przedstawiciele tych instytucji są pierwszymi recenzentami naszych programów, stamtąd rekrutują się również nasi pracownicy. To są także potencjalne miejsca pracy dla naszych absolwentów.

Na ogólną ocenę w rankingu wpływają różne składowe, między innymi preferencje pracodawców. Tutaj DSW przegrywa często z uczelniami, które w rankingu znajdują się niżej, chociażby z Wyższą Szkołą Biznesu w Dąbrowie Górniczej.

To logiczne, że wśród pracodawców lepiej rozpoznawane są uczelnie ekonomiczne.

Krakowska Akademia im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego i Akademia Humanistyczna im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku to nie są uczelnie ekonomiczne…

Idę o zakład, że w grupie ankietowanych na potrzeby rankingu pracodawców jest znikomy procent placówek opiekuńczych czy przedszkoli. Nie chcę podważać rankingowych wskazań – być może przedsiębiorcy bardziej znają pułtuską akademię - ale z pewnością przedsiębiorstwa nie wyczerpują listy miejsc, do których trafiają nasi absolwenci.

Mówi się często o dostosowaniu programów nauczania na potrzeby rynku pracy. Uczelnie reagują w ten sposób, że kładą nacisk na staże i praktyki. Często jednak zdarza się tak, że studenci trafiają w miejsce, gdzie nikt się nimi nie chce zająć. Jak to wygląda u Państwa?

Jakiś czas temu, w rozmowie Aleksandry Pezdy z prezesem PZU nazwano uczelnie fabrykami bezrobotnych, które nie kształcą na potrzeby pracodawców. Pominięto w tej rozmowie istotny wątek, a mianowicie gotowość samych pracodawców do wzięcia udziału w procesie kształcenia. Na Zachodzie role uczelni i przyszłych pracodawców są w tej materii podzielone i komplementarne. Uczelnia nie przygotowuje pracownika do zdefiniowanego stanowiska pracy, uczelnia przygotowuje „półprodukt”. Wtedy włącza się pracodawca, co może zrobić dwojako: kiedy student jest jeszcze na uczelni lub biorąc na siebie końcowe kształcenie, czyli tzw. training.

Z praktykami oczywiście bywa różnie, ale chociażby współpraca z Wydziałem Edukacji jest dobrym przykładem tego, że potencjalny pracodawca może się w taki proces włączyć. Nasi absolwenci cieszą się bardzo dobrą opinią i są chętnie potem przyjmowani są do pracy. W powiecie kłodzkim na przykład jest wiele przedszkoli prowadzonych przez naszych absolwentów.

Czy jeszcze jakimś czynnikom przypisałby Pan rolę w coraz lepszych lokatach zajmowanych przez DSW?

To jest banał, ale bez oryginalnych projektów badawczych nie ma dobrego kształcenia. Nasi pracownicy często prowadzą autorskie badania, a więc student ma możliwość zapoznania się z nimi tylko u nas. Nie wspominając już o studiach doktoranckich, które nie były możliwe bez oryginalnej pracy badawczej.

Czy coraz wyższa lokata w rankingu "Perspektyw" to efekt długofalowej strategii?

Może nie zabrzmi to zbyt miło dla przedstawicieli uczelni publicznych, ale kiedy zakładaliśmy DSW w 1997 roku przyświecał nam jeden cel - chcieliśmy mieć prawdziwą szkołę wyższą. Uczelnię budowaliśmy według znanego nam wszystkim intuicyjnie przepisu od podstaw. Pojawił się przy tym szczególny rodzaj motywacji i nastawienia, tworzącego wspólnotę działania. Ta motywacja i to nastawienie to podstawa naszego sukcesu i najbardziej cenna wartość budująca naszą przyszłość. Za to właśnie, przy sposobności naszej rozmowy, dziękuję wszystkim pracownikom DSW.