Choć mamy jeden z najwyższych w Europie odsetków młodych z wyższym wykształceniem, wcale nie świadczy to, że edukacyjny boom zaowocował falą społecznych awansów. Dziś, kiedy w kraju są dwa miliony studentów, czyli pięć razy więcej niż w 1989 r., samo wyższe wykształcenie przestało być furtką do lepszego życia. Najlepiej widać to w statystykach z rynku pracy. O ile w drugiej połowie lat 90. osoby z dyplomem stanowiły zaledwie 1,3 proc. bezrobotnych, o tyle pod koniec 2013 r. w urzędach pracy zarejestrowanych było ponad 250 tys. bezrobotnych po studiach, którzy stanowili ponad 12 proc. wszystkich osób bez zajęcia. Jeszcze większa rzesza wykształconych nie wykorzystuje swoich kompetencji.

Powrót na prowincję

Trzy lata płatnej nauki zarządzania w Wyższej Szkole Zarządzania i Bankowości w Białymstoku w oddziale w Ełku, dodatkowy angielski, kursy z księgowości. Tak wyglądała edukacja Moniki, 30-latki z jednej z podlaskich wsi. Po studiach przez krótki czas pracowała w Warszawie, w firmie zajmującej się rekrutacją pracowników tymczasowych, ale z pensją wynoszącą niecałe 3 tys. zł brutto miała problemy z utrzymaniem się i spłacaniem kredytu na samochód. Postanowiła więc przeprowadzić się do Sokołowa Podlaskiego, gdzie pracuje jako sekretarka. Pensję ma podobną do tej w Warszawie, tyle że koszty życia są mniejsze, choć na kredyt mieszkaniowy wciąż jej nie stać. Rodzice (oboje z wykształceniem technicznym, przy czym ojciec bez matury) wciąż namawiają ją, by wróciła na gospodarstwo, ale kobieta uważa, że to by była dla niej degradacja. Przecież nie po to kończyła studia. Tyle że tytuł magistra wcale nie oznacza, iż zarabia i żyje lepiej niż jej niewykształceni rodzice.

Zdobycie wyższego wykształcenia – nawet jeżeli nie przekłada się ono na lepszy status materialny, większy prestiż społeczny i komfort życia w porównaniu z sytuacją rodziców – może oczywiście równać się z awansem społecznym w subiektywnej ocenie danej osoby. Obiektywnie jednak ogromna część ludzi, którzy mają wykształcenie na poziomie wyższym niż ich rodzice, tak naprawdę i tak dziedziczy ich status społeczny – tłumaczy Justyna Sarnowska, socjolog w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej.

Pieniądze dają mądrość

Sarnowska szczegółowo przeanalizowała dane dotyczące wpływu wykształcenia ojca na sytuację absolwentów wyższych uczelni. Najwyraźniej widać go w przypadku kierunków humanistycznych (np. filologie, historia). Prawie 29 proc. ojców osób po takich kierunkach miało dyplom uczelni wyższej w momencie, gdy ich dzieci miały 14 lat. To niemal dwa razy więcej niż średnio wśród wszystkich absolwentów studiów. Za to wśród absolwentów nauk społecznych (np. politologia, psychologia) aż 41 proc. ma ojców z wykształceniem zawodowym i tylko 13 proc. z wyższym. Kończący studia rolnicze też masowo wywodzą się z rodzin o znacznie słabszym wykształceniu niż przeciętnie. A to właśnie wśród tych abiturientów jest najwięcej osób mających problemy ze znalezieniem pracy zgodnej z wykształceniem.

14 lat jako wiek respondenta nie jest kwestią przypadku. W tym momencie życia jesteśmy jeszcze bardzo podatni na wzory wynoszone z domu, kształtują się nasze postawy i cele życiowe, a więc to, jakie wykształcenie mają rodzice, może mieć na przyszłość dziecka ogromny wpływ.

Fikcje awansu społecznego opartego na samym zdobyciu wyższego wykształcenia potwierdzają też wyniki badania opublikowanego na początku tego roku przez Eurostat. Analitycy zbadali związek pomiędzy wykształceniem rodziców i ich potomstwa. W przypadku rodziców, którzy mają ukończone studia lub przynajmniej szkołę średnią, poziom wykształcenia ich dzieci rozkłada się u nas podobnie jak w Europie. Ale już dzieci osób słabo wykształconych wyraźnie odstają od europejskich rówieśników. Tylko 7 proc. z nich zdobyło dyplom szkoły wyższej. A to najsłabszy taki wynik pośród krajów Unii, gdzie średnia jest niemal dwa i pół razy wyższa.

Wzrost odsetka osób uczących się obserwowany od początku lat 90. miał prowadzić do złagodzenia nierówności w dostępie do edukacji. W praktyce efektem jest dalsze rozwarstwienie społeczeństwa. Widać to choćby w badaniu dr Alicji Zawistowskiej. W pracy "Horyzontalne nierówności edukacyjne we współczesnej Polsce" socjolog przyjrzała się temu, jak często dzieci uczęszczają na dodatkowe płatne zajęcia pozaszkolne. Jak się okazuje, najpowszechniej opłacają je rodzice należący do wyższej kadry zarządzającej, prezesi oraz specjaliści – ponad 69 proc. z nich wykłada pieniądze na ten cel. Wśród pracowników średniego szczebla oraz właścicieli małych przedsiębiorstw odsetek ten wynosi 52 proc., a już dzieci robotników i rolników mają na taką formę wspierania edukacji najmniejszą szansę – odpowiednio 33 i 10 proc.

Podobne różnice widać w procesie edukacji wyższej. Wysoki procent absolwentów nauk humanistycznych z ojcami z wyższym wykształceniem ewidentnie pokazuje, że następuje tu proces dziedziczenia wysokiego statusu społecznego. Podobnie jest z absolwentami medycyny, wśród których ogromna rzesza to dzieci lekarzy. Z drugiej strony w przypadku absolwentów uczelni wyższych, których rodzice są wykształceni na dużo niższych poziomach, często decydujący wpływ na wybór ścieżki edukacji mają nie tyle kierunek studiów, ambicje czy zainteresowania, ile dostępność danej uczelni. Ci młodzi ludzie nie mają wsparcia w procesie wyboru edukacji i często zależy im tylko na jakimkolwiek dyplomie, w ogromnej części dziedziczą status społeczny po rodzicach, ale przede wszystkim prezentują podobny model postrzegania rynku pracy jak u ich rodziców.

Ucieczka

Wyższe wykształcenie nadal pozwala rozwijać horyzonty, otwiera furtkę do rozwoju intelektualnego. Ale już na pewno nie jest taką furtką do awansu zawodowego ani nie daje specjalnie dużego prestiżu – podsumowuje dr Ewelina Wiszczun, socjolog z Zakładu Polityki Społecznej Uniwersytetu Śląskiego. – Skoro taka ścieżka zaczęła się zamykać, to ludzie zaczęli szukać innych możliwości i stąd właśnie tak silny rozwój innej formy społecznej ruchliwości, czyli migracji – dodaje socjolog.

Prof. Tomasz Panek SGH, współautor Diagnozy Społecznej 2013

Nie ma co się oszukiwać: jednym z najważniejszych elementów awansu społecznego jest awans finansowy. Jeżeli go nie ma, jeżeli zdobyte wykształcenie nie przekłada się na lepsze warunki pracy, to sam dyplom – szczególnie w sytuacji, gdy wyższe wykształcenie się mocno zdewaluowało – takiego skoku nie zapewni. W przypadku tytułu magistra jeszcze nie jest tak źle, ale już licencjat, jak wynika z ostatniej Diagnozy Społecznej, ma na rynku pracy wartość mniej więcej taka samą jak przed laty matura. Widać to też w danych dotyczących zwrotu ekonomicznego z nauki. Absolwenci studiów magisterskich zarabiają średnio o 42 proc. więcej niż osoby z wykształceniem średnim. Absolwenci studiów licencjackich zarabiają zaś już tylko o 8 proc. więcej.

Dr Dominik Owczarek Instytut Spraw Publicznych

Właściwie jedynym pokoleniem, które miało szansę na szybkie wybicie się ponad status rodziców, jest to, które w dorosłość wchodziło na początku lat 90. Dziś widać wyraźnie, że czas gwałtownych skoków w hierarchii społecznej, charakterystyczny dla transformacji, już się skończył. A już na pewno samo zdobycie wyższego wykształcenia w społecznym awansowaniu jest niewystarczające. Bo co bardzo ważne, zmieniło się też całe społeczeństwo. Jeszcze 20–30 lat temu posiadanie dyplomu automatycznie podnosiło status społeczny. Obecnie jest równie powszechne jak wówczas wykształcenie średnie i praktycznie często wystarcza tylko do wykonywania zawodów wymagających takich kompetencji. Wyraźnie widać, że następuje dziedziczenie statusu rodziców.